|
wtorek, 10 stycznia 2012
„Kibice z Arizony będą chcieli zobaczyć jak najwięcej swoich zawodników, a nawet kibice chociażby Orlando Magic mają pewnie nadzieje na rywalizacje Howarda z Gortatem”-uważa Filipowski. „Skoro Niemiec, bądź Amerykanin z niemieckim paszportem, brali w tej imprezie udział, to jakim prawem Polak ma być gorszy?”-zastanawia się Hernes w, powracającym po lokaucie, Travelingu.
DF: Rozumiem twoje podejście z dystansem, jednak nie zgodzę się z tym, że ta akcja nie ma szans na powodzenie. W ponad 40 milionowym kraju może uda się zebrać 2-3 miliony osób, które w akcji społecznej oddadzą głos na Gortata. Przy tym głosowaniu pamiętajmy również o fanach w samych Stanach. Kibice z Arizony będą chcieli zobaczyć jak najwięcej swoich zawodników, a nawet kibice chociażby Orlando Magic mają pewnie nadzieje na rywalizacje Howarda z Gortatem. A w takim razie, co twoim zdaniem byłoby większym sukcesem dla samego Marcina. Gra w Meczu Gwiazd dzięki głosowaniu kibiców, czy po wyborze trenerów? MH: To prawda, że wielu fanów Phoenix ceni sobie Gortata, ale kibice w wymiarze globalnym bardziej cenią gwiazdy z pierwszych stron gazet. Na nich zagłosuje nie tylko rodzimy kibic danego klubu czy fan z miejsca urodzenia sportowca, ale cała zgraja Hiszpanów, Włochów, Pakistańczyków i tak dalej. Pospekulujmy jednak. Gdyby wybrali go kibice, byłby to olbrzymi sukces marketingowy i sygnał dla bogatych reklamodawców, że warto się Polakiem zainteresować. Wybranie Polaka przez trenerów nosiłoby w sobie znamiona prestiżu, na który, moim zdaniem, trochę jeszcze za wcześnie. Na pewno jedno bądź drugie byłoby fantastycznym spełnieniem amerykańskiego snu, ale osobiście mam dla Gortata radę. Jeśli brakuje mu meczów, to niech wybierze kadrę.
MH: Tak, Gortat wracający w blasku chwały do Orlando to byłby idealny temat na scenariusz ckliwego amerykańskiego filmu, ale obawiam się, że prędzej podzieli on los obywatela Piszczka z filmu „Zezowate szczęście”, który był bliski miłosnego spełnienia z dziewczyną, której udzielał korepetycji, ale w ostatniej chwili wszystko wyszło jak zwykle. Poza tym, jak głosi klasyk, „życie to gra” i w tej grze nigdy nic nie wiadomo.
sobota, 07 stycznia 2012
Największą niespodzianką minionej nocy, jest z pewnością wysoka wygrana Phoenix Suns nad Portland Trail Blazers. Po drużynie Nate'a Macmillana było widać, iż odczuwają zmęczenie meczem back-to-back z Los Angeles Lakers. Oglądając pojedynek z Lakers, doszedłem do wniosku, że taka gra Blazers będzie wodą na młyn dla Suns, którzy ewidentnie mają problem z narzuceniem swojego tempa i stylu gry. Tak więc szybkie tempo gry jakie w tym sezonie preferują Blazers, było bardzo na rękę Suns. I już od początku meczu obie drużyny napędzały się wzajemnie, jednak to "Słońca" miały tego dnia lepszą skuteczność, dzięki której już w drugiej kwarcie wypracowali sobie bezpieczną przewagę, którą sukcesywnie powiększali do końca spotkania. Co powinno cieszyć nas po tym meczu? Przede wszystkim powrót do dobrej dyspozycji Steve'a Nasha, który zaliczył 17 punktów i 9 asyst. Gdy Steve jest w formie, zawsze lepiej gra się wtedy Gortatowi. MG4 dzisiaj pierwszy raz bez usztywniacza na kontuzjowanym kciuku, osobiście miałem mieszane odczucia jak ten fakt wpłynie na grę naszego jedynaka w NBA. Ból odczuwany przez łodzianina nadto widoczny jest wciąż przy zbiórkach, które póki co są jego słabym punktem, jednak żeby nie było, że potrafię tylko krytykować to warto zwrócić uwagę na 12 punktów, może nie jest to efektowna statystyka ale akcje po jakich padały już mogą robić wrażenie. Dwukrotne minięcie do linii końcowej Gortat z pewnością wyniósł ze wspólnych treningów z Hakeemem Olajuwanem. Miejmy nadzieję, że z biegiem czasu ból w kontuzjowanym kciuku będzie malał, a pewność siebie i poczynań na parkiecie będzie rosła.
PS. Obiecaliśmy debatę prawda? Spokojnie będzie już za jakiś czas:)
wtorek, 03 stycznia 2012
Takim sloganem reklamowano w tym roku start opóźnionego sezonu NBA. Na Travelingu również trwał lockaut, ponieważ Michał ciągle domagał się 60% z zysków i zwiększania Salary Cap, w którym notorycznie się nie mieścił. Przez ten czas,w którym tutaj panowała pustka wiele się zmieniło, również my. Skład jednak póki co ten sam ze świeżym zapasem sił i pomysłów aby umilić wam wolny czas. Już niedługo wracają nasze debaty, a ja osobiście będę starał się jak najczęściej publikować swoje porady bukmacherskie, bo jak wiadomo League Pass darmowy jest tylko do 9 stycznia więc na abonament też trzeba zarobić. Mi się udało więc może pomogę wam? Stay tuned
niedziela, 06 lutego 2011
Praktycznie powyższe zdjęcie oddaje to w jaki sposób obrońcy Thunder powstrzymywali minionej nocy Marcina Gortata. Inną sprawą jest fakt, że Polish Hammer pudłował z półdystansu. Miejmy nadzieje, że w kolejnych dwóch spotkaniach z Golden State Warriors, Gortat ponownie przekroczy granicę Double-double i wyłączy z gry Biedrinisa i Lee
sobota, 05 lutego 2011
Nie wiem, czy to kolejny przykład mody na Gortata, ale mówi się o nim już nawet w TVP Kulturze. Na początku piątkowego programu "Tygodnik Kulturalny" Michał Chaciński zacytował polskiego jedynaka w NBA, który powiedział, że jego gra nabrała ostatnio odpowiedniej konsystencji. Dziennikarz dodał, że w swoim programie już dawno ją wypracował i tyle było koszykarskiej dygresji- trochę na siłę, ale ciekawie. Michał Hernes
Oglądam właśnie Toronto Raptors-Minesota Timebrwolves. I patrząc w pierwsze piątki nasuwa się bardzo ciekawy Matchup Darko Milicic-Andrea Bargani. Co ich łączy ? tak tak zmarnowane picki w drafcie. Milicic wybrany z nr.2 w 2003 zaraz za LeBronem James'em a za to przed Carmelo Anthonym (All-Star), Chris Bosh ( All-Star) Dwaynem Wade'm( All-Star Mistrz NBA) czy Chris Kaman (All-Star), natomiast Bargani wybrany w 2006 z numer 1. Wiele osób twierdzi, że to nie był dobry rocznik, ale zaraz zaraz . Nr.2 LaMarcus Aldridge, nr.4 Tyrus Thomas, nr.6 Brandon Roy (All-Star), nr.8 Rudy Gay czy nr.21 Rajon Rondo. Można dojść do wniosku, że w pierwszych 10 wyborach powinny być zakazane wybieranie europejczyków. Zresztą analiza draftów to dłuższa historia za którą z pewnościę sie zabiore i opublikuje na łamach Travelinga. Tymczasem wracam do Air Canada Center
PS. Zaraz zaraz, czy Milicic jako rookie nie został mistrzem NBA ? (sick!)
piątek, 04 lutego 2011
Gdy kilka tygodni temu zapytaliśmy gwiazdora ligi NBA Shaqa O’Neala, czy nie przyleciałby do Polski na mecze EuroBasketu, odpowiedział, że nie. "Na myśl o tym robi mi się słabo i obawiam się, że przechorowałbym całą podróż" – usłyszeliśmy od koszykarza Cleveland Cavaliers. Niech żałuje, bo wówczas zobaczyłby na żywo wielki basket w wykonaniu Polaków.
Słynny amerykański aktor i reżyser jest wielkim fanem drużyny New York Knicks, na której mecze zaczął chodzić jeszcze w młodości, czyli przed początkiem ery telewizji. Jednego ze swoich synów, którego adoptował wspólnie z ówczesną żoną Mią Farrow, nazwał Moses… na cześć koszykarza Mosesa Malone’a. Jednemu z amerykańskich dziennikarzy opowiadał o niebanalnym meczu koszykówki, który niestety ostatecznie nie znalazł się w jego filmie „Annie Hall”.
Pewnie widzieliście już nową serię reklamówek NBA. Na początku byli Kevin Durant i Amare Stoudomire, którzy pokazywani byli jako młodzi adepci basketu i słuchali tego co spotka ich w przeszłości. Teraz czas na młodego Steve Nasha
|
Ostatnie wpisy
Tagi
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||